Dziękujemy za wypełnienie formularza!

Nasz doradca wkrótce się z Tobą skontaktuje.
Skorzystaj z faktoringu SMEO,
a pieniądze na konto otrzymasz w 5 minut!

Dziękujemy za wypełnienie formularza!

Wkrótce się z Tobą skontaktujemy.

Dziękujemy za umówienie spotkania!

Na wskazany adres e-mail wysłaliśmy zaproszenie
na spotkanie on-line. Do zobaczenia!
Skorzystaj z faktoringu SMEO,
a pieniądze na konto otrzymasz w 5 minut!

Dziękujemy za subskrypcję naszego newslettera!

Będziesz otrzymywać informacje o SMEO. Skorzystaj z faktoringu SMEO, a pieniądze na konto otrzymasz w 5 minut!

Trzy pierwsze kwartały 2018 przyniosły szereg istotnych zmian legislacyjnych dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Choć tempo produkcji aktów prawnych w pierwszym półroczu spadło w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, polscy przedsiębiorcy z trudem nadążają za zmianami.

Według danych z raportu Grant Thornton, od stycznia do końca czerwca 2018 r. Dziennik Ustaw opublikował 808 aktów prawnych. Przedsiębiorca, który chciałby w pełni świadomie prowadzić swój biznes, musiałby poświęcić na ich przeczytanie około 2 godziny i 15 minut każdego dnia roboczego. Zapoznanie się z całym kontekstem zmian wymagałoby znacznie więcej czasu. Choć po rekordowym roku 2015 tempo produkcji aktów prawnych zaczęło spadać, Polska pozostaje w tej kwestii liderem pośród innych krajów Unii.

Niepewność najbardziej uciążliwa

Rząd zapewnia, że zmiany mają na celu poprawę warunków rozwoju biznesu w kraju. Tegoroczne badanie Związku Pracodawców Polskich pokazuje jednak, że dla 72 proc. polskich przedsiębiorców największym utrudnieniem w prowadzeniu działalności jest właśnie sama niestabilność prawa. 66 proc. firm zmaga się też z nadmierną biurokracją.

– Duża zmienność regulacji działa na niekorzyść przedsiębiorców. Po pierwsze to oni muszą ponieść koszty dostosowania firmy do nowych realiów. Po drugie częste zmiany narażają ich na nieświadome łamanie przepisów, których nie zdążyli sobie jeszcze przyswoić. Po trzecie – podejmują istotne decyzje biznesowe w określonych okolicznościach, a działalność muszą kontynuować już w innych. Tracą tym samym kontrolę nad skutkami swoich wyborów – mówi Agnieszka Gołębiewska, współzałożycielka faktoringu online SMEO i współautorka kursu „Popraw płynność finansową swojej firmy w pięć dni” skierowanego do właścicieli mikro- i małych firm.

Trochę lepiej, trochę gorzej

W swoim sztandarowym projekcie kierowanym do przedsiębiorców, czyli Konstytucji Biznesu, rząd zapowiedział szereg ulg podatkowych i uproszczeń proceduralnych mających ułatwić życie przede wszystkim tym “najmniejszym”. Najważniejsze z nich to ulga na start, działalność nierejestrowana dla dochodów nieprzekraczających 1050 zł miesięcznie oraz “Mały ZUS”, który ma objąć ponad 173 tys. jednoosobowych firm o średniomiesięcznych przychodach do 5250 zł.

W “Konstytucji” pojawiły się ponadto zapisy zmierzające do poprawy komunikacji urzędów z firmami, takie jak domniemanie uczciwości przedsiębiorcy czy ujednolicenie niektórych wzorów formularzy. Resort usiłuje także zobowiązać urzędy do wydawania objaśnień przepisów prostym językiem, a do rozpatrywania sporów powołał Rzecznika MŚP, będącego jednocześnie gwarantem wdrożenia zasad Konstytucji Biznesu.

– W obliczu każdych zmian warto zachować czujność. Ustawa wprowadzająca “Mały ZUS” jest pozytywnie oceniana przez przedsiębiorców, obejmie jednak wąskie grono beneficjentów. Zasada proporcjonalności względem przychodu jest poza tym kryterium wybiórczym. Dyskryminuje model handlowy oraz firmy operujące na minimalnych marżach, czyli te obarczone wysokim ryzykiem niepowodzenia. Na fali entuzjazmu względem nowych ulg niewiele zaś mówi się o przewidywanym na 2019 rok wzroście składek ubezpieczeń społecznych o około 100 zł, który dotknie całą resztę przedsiębiorców. Obok niewątpliwych uproszczeń proceduralnych, jak choćby możliwości zakładania spółki akcyjnej przez internet, wyrastają nowe biurokratyczne komplikacje. Jedną z nich będzie konieczność składania wniosków o zwrot nadpłaconego i zamrożonego na koncie VAT podatku. Zasady uwalniania gotówki na konto standardowe są teraz niejasne zarówno dla przedsiębiorców, jak i dla samych urzędów skarbowych – komentuje Szymon Ostrowski, autor bloga finansowego na co dzień współpracujący z firmami z sektora MŚP oraz współtwórca programu edukacyjnego SMEO.

Skutki uboczne

Dużym obciążeniem dla firm i źródłem kolejnych procedur są zmiany mające na celu uszczelnienie VAT. Jednym z udogodnień, które Ministerstwo Finansów zaproponowało na zachętę płatnikom rozliczającym się z zastosowaniem mechanizmu podzielonej płatności, jest przyspieszony (25-dniowy zamiast standardowego – 60-dniowego) termin zwrotu nadpłaconych środków. Będą one jednak wysyłane z powrotem na konto VAT, a zatem mogą być wykorzystane wyłącznie do regulowania podatku. Aby przenieść pieniądze na konto standardowe i nimi swobodnie obracać, przedsiębiorca będzie musiał złożyć umotywowany wniosek. Na jego rozpatrzenie Urząd Skarbowy ma 60 dni. Oznacza to, że korzystając z przywileju, dostęp do środków może uzyskać później niż w standardowym trybie.

Wprowadzenie split payment oznacza ponadto koniec kwartalnych “pożyczek” dla firm posiadających status małego podatnika. Swobodne zarządzanie kwotami VAT przez trzy miesiące niejednokrotnie ratowało płynność finansową małych firm. Teraz powinny liczyć się z tym, że w perspektywie najbliższych lat będą dysponować mniejszą ilością gotówki “w obiegu” i zawczasu zmienić planowanie budżetu w oparciu o kwoty netto.

– W firmach z sektora MŚP drzemie największy potencjał generowania wzrostu gospodarczego. Stanowią one 99,8 proc. firm ogółem i odpowiadają obecnie za ponad 50 proc. PKB. Zmiany legislacyjne powinny zmierzać ku faktycznej poprawie ich sytuacji oraz unikać rozwiązań pozornych, tymczasowych lub takich, w których pojawiają się niekontrolowane “skutki uboczne”. Należy też mieć na uwadze, że przyczyną większości upadłości jest utrata płynności finansowej, a tej nie należy korelować jedynie z prostymi przyczynami, takimi jak niska sprzedaż lub wysoki ZUS. Najbardziej zagrożone upadłością są firmy o niskiej świadomości finansowej, nieznające metod planowania i zabezpieczania finansów oraz nieświadome tego, że określone regulacje mogą mieć realny wpływ na ich biznes. Z tego względu, obok ulg, tak ważna jest inwestycja w edukację przedsiębiorców – podsumowuje ekspertka SMEO.

Pomimo rosnącego popytu na usługi i coraz większej liczby inwestycji, branża budowlana jest w tym roku w trudnej sytuacji. Budowlanka jest coraz mniej rentowna i coraz bardziej zadłużona. Jakie są tego powody i jak mogą sobie z tym radzić zwłaszcza mniejsze firmy?

Patrząc na ulice dowolnego polskiego miasta można stwierdzić, że firmy zajmujące się budowami mają się świetnie. Rzeczywiście, według danych z badania KRD o sytuacji w branży, produkcja w pierwszych pięciu miesiącach 2018 r. wzrosła o 20% w stosunku do analogicznego okresu w roku 2017. Jednak sytuacja przedsiębiorstw budowlanych wcale nie jest dobra. Obroty rosną, ale marże maleją.

– Kumulacja zamówień publicznych w budowlance spowodowała lawinowy wzrost cen materiałów, usług, kosztów logistyki oraz spowodowała, że zabrakło rąk do pracy – mówi Rafał Bałdys-Rembowski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Szacuje, że w branży brakuje 200 tys. osób do pracy. Jak wyjaśnia, naturalną konsekwencją poszukiwania pracowników był także dynamiczny wzrost płac  – w całym 2017 roku wzrosły o ponad 20% – a taki wzrost kosztów pracy, a także cen materiałów spowodował automatyczny wzrost cen usług podwykonawczych. Podwyżki  sprawiły, że projekty budowlane stają się coraz mniej opłacalne. Rentowność firm w branży spadła z poziomu 2,9% w roku 2017, do 0,8% w pierwszej połowie tego roku.

Przetargi publiczne – ryzykowne

Jak wyjaśnia Rafał Bałdys-Rembowski, ponad 60% prac budowlanych jest opłacane ze środków publicznych. Przetargi w tej sferze często przeprowadzane są w formule zaprojektuj i wybuduj. – Jej główną zaletą (z punktu widzenia inwestora publicznego) jest fakt, że przetarg na wyłonienie wykonawcy można rozpocząć relatywnie szybko, nie posiadając pełnej dokumentacji technicznej. Oczywiście oszczędność czasu jest iluzoryczna, bowiem wykonawca i tak w pierwszej kolejności będzie musiał daną inwestycję zaprojektować i  uzyskać pozwolenia na budowę, co zazwyczaj zajmuje nie mniej niż 18 miesięcy – stwierdza.

W takiej formule przeprowadza się obecnie ok. 80% przetargów publicznych, a wykonawcy wyłonieni w przetargach w 2016 i 2017 r. proponowali rynkowe na tamten czas ceny. Są one niewystarczające do wykonania tych samych robót w dzisiejszej rzeczywistości. Zawarte wtedy kontrakty budowlane przestają być opłacalne, a w wielu przypadkach generują straty. Z tego samego powodu wiele firm, aby odrobić owe straty, zwiększa marże w ofertach składanych obecnie. To dodatkowo nakręca spiralę wzrostu cen.

Rośnie zadłużenie, a płynność maleje

Według danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA, łączne zadłużenie firm budowlanych wynosi już prawie 2,5 mld zł – o 200 mln zł więcej niż rok temu. W ciągu roku opóźnienia płatności uległy wydłużeniu z 84 do 116 dni, jak wynika z niedawnego raportu Coface. Dodatkowo wielu podwykonawców trzymanych jest w szachu przez nierzetelnych kontrahentów. Już 10% kwoty całego zadłużenia stanowią wzajemne zobowiązania branży.

Jak wyjaśnia Bałdys-Rembowski, jednym z rozwiązań problemu płynności firm budowlanych byłoby usprawnienie procesu zatwierdzenia płatności przez podmioty publiczne. – Inwestorzy publiczni chwalą się, że dokonują płatności nawet szybciej niż ustawowe 30 dni. Jednak to tylko część prawdy, bo choć faktycznie nie ma problemów z płatnościami faktur, to realnym problemem jest zatwierdzenie faktury,  czyli potwierdzenie kwoty do zapłaty na rzecz wykonawcy. Inwestorzy – najczęściej publiczni – zwlekają z zatwierdzeniem płatności często przez wiele miesięcy – mówi. Problemem nie jest więc zapłata za fakturę, a kłopot z jej wystawieniem. Te opóźnienia wpływają na terminy zapłat podwykonawcom.

Dla małych firm, które często są podwykonawcami dużych projektów, rozwiązaniem ratującym przed upadkiem mogą być też produkty finansowe, takie jak faktoring, który obecnie, dzięki spółkom zajmującym się technologiami finansowymi, dostępne są dla małych i mikrofirm.

W przeciwieństwie do kredytu, gdzie  finansowanie zależy przede wszystkim od obrotu, zysku i historii kredytowej, dla faktorów liczy się przede wszystkim dana transakcja. Nie jest ważne, jak długo firma istnieje na rynku i jakie ma dochody, a to, czy przedsiębiorca każdego miesiąca realizuje swoje usługi, dostarcza towary, czy współpracuje ze stabilnymi kontrahentami i czy dostaje od nich pieniądze.

– Żeby skorzystać z faktoringu firma nie musi być dochodowa, natomiast często firmy zwracają się do nas ze starymi fakturami, albo zdecydowanie zbyt późno – wyjaśnia Mateusz Żynda, manager ds. zarządzania ryzykiem firmy faktoringowej SMEO. Dodaje, że do faktorów zwracają się firmy, które mają niezapłacony  VAT, podatek dochodowy, albo już trwające postępowania komornicze. – W trudnej sytuacji w jakiej znajduje się branża, należy takim sytuacjom zapobiegać. Może w tym pomóc na przykład faktoring – stwierdza.

Potrzebne rozwiązania systemowe

Zarówno budowlańcy, jak i branża finansowa są zgodni – potrzebne są systemowe zmiany, nie tylko takie, które usprawniają przepływy finansowe, ale też sprawią, że polskie firmy będą mogły konkurować na rynku międzynarodowym nie tylko cenowo.

– Po pierwsze należy tak planować programy inwestycyjne, aby służyły nie tylko samym inwestycjom, ale również rozwojowi branży, tak jak miało to miejsce w innych krajach członkowskich UE, dla których środki pomocowe były silnym impulsem rozwojowym dla budownictwa. W ten sposób możliwe było utworzenie silnych podmiotów, które zaczęły eksportować swoje usługi – stwierdza wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Stwierdza, że polskie firmy nie mają na to szans, bowiem nie mają kapitału na eksport swoich usług, większość wysiłków kierowane jest na przetrwanie, a nie rozwój i inwestycje.

Wtóruje mu Michał Pawlik, prezes SMEO. – Dla zleceniodawców pewność, że dostawcy nie przerwą realizacji zlecenia z powodu problemów z płynnością jest kluczowym kryterium ich doboru. A żeby branża budowlana się rozwijała potrzebny jest zrównoważony rozwój wszystkich firm, od dużych do bardzo małych.